Delfinoterapia - Ukraina, Chmielnik 2014

Ostatnia aktualizacja 09.01.2016

W terminie 30.04- 10.05.2014 odbyliśmy kolejną podróż na Ukrainę na delfinoterapię. Celem podróży był ponownie Chmielnik. 29 kwietnia ok godz. 13 wyruszyliśmy w drogę. Ok godz. 18 dotarliśmy do Tomaszowa Lubelskiego, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg.
30 maja ok godz. 8 rano zbiórka i wyjazd. Do granicy szybciutko, potem tankowanie, wymiana waluty i ruszamy w trasę. Jechaliśmy jako 3 samochód. Organizatorzy Aneta i Tolek Hrywas jechali jako pierwsi, Maksio z mamą i babcią drudzy (tu musze pochwalić – niejeden kierowca mógłby pozazdrościć umiejętności jazdy autem mamie Maksa ;) ) i my trzeci i za nami kilka aut. Drogi lepsze niż rok temu – było kilka odcinków specjalnych ;) ale w porównaniu to roku poprzedniego droga rewelacyjna!!!
ok godz. 17 dotarliśmy do Chmielnika. Zakwaterowanie. My wynajmowaliśmy mieszkanie obok pizzerii Oazis. Mieszkanie na parterze, pokój z kuchnia i łazienka (kawalerka). Przytulne, dobrze urządzone. Same bloki trochę jak w slamsie ;) ale mieszkanko ok.

 
 

30 maja o godz. 9 udaliśmy się na pierwszą terapie. Najpierw wizyta u doktora. Rok temu była pani doktor a w tym roku Pan doktor. Trochę jak dla mnie roztrzepany, ale po całym turnusie stwierdzam, że nawet ok. Zawsze zagadał, pożartował. Ogólnie ok. W turnusie uczestniczyło 12 rodzin.
Ewa została przydzielona do terapii z 2 delfinkami, najbardziej doświadczonymi – Zeusem i Lilu. Rok temu tylko te 2 delfinki pracowały, w tym roku było aż 5 delfinów ! (3 stanowiska terapeutów) Trochę żal było, na basenie 25 m 5 delfinków….Ewunia popłakiwała, a nawet chwilami mocno ryczała… Ale sama, samiutka płynęła na delfinku!! Delfinek płynął na plecach a Ewa trzymała się obiema rączkami jego płetw i leżała mu na brzuszku i tak robili okrążenia po pływalni.

 
 

Jednego dnia zamienili nam delfinki, aby sprawdzić czy Martynka (inna dziewczynka uczestnicząca w terapii) będzie spokojniejsza. Ewa wtedy pływała na młodym delfinku Sofii. Tak szybko zakręt wzięła Sofi ze Ewa aż spadla z delfinka. Ale terapeuta podpłynął szybko i chwycił Ewe. Na szczęście Ewa nie wystraszyła się…

 
 

Po 5 dniach terapii był 1 dzień przerwy. Pojechaliśmy na wycieczkę do Winnicy. Niestety, ten wyjazd rozpoczął się niemiło. Po wjeździe na drogę prowadzącą do Winnicy był szlaban z napisem STOP kontrol (kontrol napisane po ukraińsku) Jacek zwolnił i wolno przejechał drogą… po 50 m wyszedł milicjant i nas zatrzymał. NO mówimy ok, kontrola wybiórcza, przecież nic złego nie zrobiliśmy ;) a jednak ;) na Ukrainie mają taki przepis – ze jak jest szlaban stop kontrol – dodam -na prostej drodze ;) tak po prostu szlaban ;) bezwarunkowo należy się zatrzymać i ruszyć dalej ;))) no złamaliśmy przepis ;))) Pan Milicjant sprawdził wszystkie dokumenty itd. i chciał wlepić mandat!!! 850 hrywien!! (ok 320 zł) albo 200 hrywien dla niego (74 zł). W końcu obyło się bez mandatu i łapówki ale podnieśli nam ciśnienie i zdenerwowaliśmy się trochę….

 
 

Poza tym dużo spacerowaliśmy, już chyba znamy każdy kąt w Chmielniku ;) i wszystkie place zabaw. Najfajniejszy był na terenie przedszkola. Taki plac zabaw jak za naszego dzieciństwa ;)) Ewa miała nielada frajdę. Pogoda w sumie była ładna. Wiał tylko straszny wiatr. W sobotę 10 maja była ostatnia terapia. Wracaliśmy wszyscy grupą (początkowo mieliśmy sami wracać jak rok temu – wiadomo szybciej) – ale z uwagi na nie miły incydent z milicjantem stwierdziliśmy ze w grupie siła ;) chodziło tez o bezpieczeństwo – wiadomo – teraz jest „gorący” czas na Ukrainie. W samym Chmielniku cisza, spokój, tam życie toczy się normalnie. Wszelkie walki i napięcia są na wschodzie. Ale, woleliśmy grupą wracać.

Wracaliśmy w 9 aut. Wszyscy wsiedliśmy i ruszamy iiiii…. Maksia autko odmówiło współpracy… nie chciało odpalić. Oczywiście pięciu chłopa dopadło do golfa Maksia i dumają i dumają ;) i ponownie przydały się nasze kable do rozruchu silnika, które nam pomogły rok temu przed granica (po zatankowaniu nie chciał nam Scenic odpalić) – i Bingo !!! – Golfik zapalił i ruszyliśmy. Kolumnę aut prowadził zawodowy kierowca – tata Błażejka… jechał szybko – ale wszyscy się blisko siebie trzymali i do Lwowa droga przeleciała szybciorem ;) Potem rozdzieliliśmy się na 2 grupy – na 2 przejścia graniczne. My przekraczaliśmy granice w Korczowej. Było sporo aut… ale w sumie sprawnie poszło (poszliśmy po celników i poprosiliśmy o szybszą kontrole z uwagi że jedziemy z dziećmi niepełnosprawnymi. Przy ostatnim okienku ;) a było tych przejazdów z 4, znów był magiczny szlabanik stop kontrol – a Jacek chciał podjechać do okienka – i celnik się wkurzyl i musiał pokazać kto na granicy rządzi ;) i mimo ze kazali nam podjechać na osobny pas – to ten CELNIK ;) obrobił najpierw 3 inne pasy… mama Błażejka wyszła i poprosiła żeby może teraz nas już skontrolował to westchnął i podszedł do naszego auta pierwszego… no ale pokazał że ma władze ;) i ze szlabanik najważniejszy ;))) Po przejechaniu granicy pędziliśmy już do domku. ok. 1 w nocy 11 maja dotarliśmy do domku. Podróż zajęła nam 14 h. (prawie 900km) Ale było sporo postojów ;)

 
 

Wyjazd uważam za udany. Nie było już takiej fascynacji jak rok temu…
Cały wyjazd kosztował nas 6150 zł. (4200 zl delfinoterapia- 1000 euro) – kwatera 1031 zł (250 hrywien za noc) – reszta to paliwo, nocleg na granicy (160 zł) i życie tam na miejscu (wyżywienie). Delfinoterapia sfinansowana była dzięki pomocy pana Michała U. z Warszawy i rodziców Kacperka M z Łodzi i DZIĘKUJEMY!!!!!
Organizatorem wyjazdu byli Aneta i Tolek Hrywas - http://www.delfinoterapia.net.pl

 
 

© Copyright 2016 Jacek Pachulski